WIELKIE TRAGEDIE ALPEJSKIE

Tragedia na Całunie - rok 2011

 
 
 
 

Zapomniana dwójka z Całunu nie przetrzymała rekordu Desmaisona

Fakty

Drugiego listopada Olivier Sourzak (przewodnik wysokogórski) i jego klientka Charlotte Demetz zaatakowali standardową dzisiaj drogę na północnej ścianie Grandes Jorasses - Le Linceul (Całun).
Drogę skończyli wieczorem podczas psującej się pogody. Przewodnik podjął decyzję natychmiastowej ucieczki na włoską stronę, jednakże z powodu pogarszających się warunków zdecydował się na kibel pod nawisami śnieżnymi niedaleko od wierzchołka Pointe Walker.
W czwartek trzeciego listopada pogoda była coraz gorsza, temperatura w okolicy szczytu wahała się od -25 do -30°C.
W piątek Sourzak powiadomił PGHM w Chamonix o przymusowym biwaku w wyrąbanej snieżno-lodowej jamie około 150m pod szczytem Walkera. Wspomniał także, iż jego klientka jest wycieńczona.
Był to ostatni kontakt telefoniczny z Chamonix, przerwany wyczerpaną baterią telefonu komórkowego.
Od piątku (4 listopad) francuski PGHM i włoskie służby ratownicze usiłowały bezskutecznie wykonywać loty rozpoznawcze w okolicy południowej ściany (droga zejściowa) skazane na fiasko z powodu gęstej mgły.

W poniedziałek (7 listopada) helikopter PGHM, korzystając z "dziury w niebie" zrzucił na szczycie Walkera dwóch ratowników (w tym jednego lekarza), którzy widząc pogarszającą się sytuację meteorologiczną powrócili na pokład helikoptera, powracając na droping zone w Les Praz.

We wtorek (8 listopada) odbyły się kolejne bezowocne loty rozpoznawcze.
Komendant PGHM M. Estachy oświadczył dziennikarzom: nie udało się wylądować, panują tam himalajskie warunki. Szanse na przeżycie są nikłe.

W środę rano (9 listopada) PGHM wykonał dwa loty patrolowe na południowej ścianie. Nie udało się jednak zlokalizować dwójki alpinistów.
Agencja AFP podała, iż z Chamonix wyruszyła ekipa ratunkowa składająca się z przewodników i alpinistów, przyjaciół Sourzaka. Jak oświadczył prezes Compagnie des Guides de Chamonix, była to wyłącznie spontaniczna akcja przyjaciół przewodnika.
O 11.45 podczas kolejnego lotu (PGHM i Sécurité Civile) zauważono nieruchome ciała alpinistów na drodze zejściowej. O 15.30 ma się odbyć konferencja prasowa w siedzibie PGHM.
Według wojskowych kryptogramów francuskich: Delta-Charlie-Delta
co oznacza: nie żyją! DeCeDe!

Osobisty komentarz

Gdy słyszałem pierwszy raz o tej dramatycznej historii, wydawało mi się, iż historia się powtarza. Mam na myśli smutną aferę Vincendona i Henry'ego (Rozbitkowie z Brenvy)
Kolejny raz PGHM udowodnił, że jest bezsilny i nieudolny! Od lat PGHM posiada monopol na ratownictwo górskie, jednakże rola, której się podjął, nie ma nic wspólnego z motywacją wojskowej organizacji podlegającej Ministerstwu Obrony.
PGHM ogranicza się wyłącznie do lotów patrolowych i ratowania ofiar na wyciągarce!
Trudno sobie wyobrazić, iż w XXI wieku nie ma innych możliwości uratowania ludzi, którzy walczą o życie od wielu dni. Oczywiście, oprócz helikoptera są inne możliwości: piesza akcja ratunkowa.
Osobiście uważam, iż jest to kompromitacja, zarówno dla włoskich, jak dla francuskich służb ratowniczych.
Dziwne jest, że w poniedziałek, widząc "dziurę w niebie" zrzucono tylko dwie osoby na szczycie Walkera! Poza tym ta informacja znikła szybko z innych depeszy prasowych!

Piotr Paćkowski

 

10 listopada `11, godz.21.15

Włoski CelnikZ ostatniej chwili:
Miałem kontakt z jednym z przewodników, który wyruszył na spontaniczną akcję ratunkową (nazwisko znam, lecz osoba chce pozostać anonimowa). Według jego relacji już w poniedziałek PGHM wiedział, ze dwójka alpinistów nie żyje.
Helikopter przeleciał kilka razy przez miejsce, gdzie miał kiblować przewodnik i jego klientka. Prawdopodobnie zostali zlokalizowani przez telefon komórkowy typu Iphone lub inny. Podczas rekonesansu nie zauważono żadnego śladu żyjących osób. Jak opowiada mój rozmówca, ciała były przysypane świeżym śniegiem, dlatego nie zostały zauważone.

Według dzisiejszych depesz prasowych dwójka alpinistów została znaleziona w miejscu, w którym nie było możliwości wykopania jakiejkolwiek jamy śnieżnej. Alpiniści byli związani liną, na stanowisku pod dużym blokiem skalnym. Według wielu obserwatorów przewodnik "zgubił się" na drodze zejściowej.

PS. Dwójka zmarła może w poniedziałek lub może wcześniej, zostanie to prawdopodobnie ustalone przez oględziny zwłok.
Według ostatnich "cynków" przewodnik nie skończył drogi w środę, lecz kiblował tego dnia z klientką w górnej części drogi.
W czwartek (3 listopada) stanęli na szczycie podczas burzy śnieżnej.

Wszyscy zastanawiają się, dlaczego przewodnik nie zdecydował sie na szybki odwrót zjazdami z Przełęczy Jaskółek (Col des Hirondelles). .Dwójka została odnaleziona przypadkiem w środę w południe. Przypadkiem, gdyż śmigła nisko lecącego helikoptera wywiały śnieg z okolicznych skał.
W załączeniu dwa zdjęcia (zdjęcia sa z Dauphiné Libéré /Greg YETCHMENIZA):

.Włoski celnik - pierwsza osoba, która znalazła ciała
- Zwłoki przybywają do Courmayeur