Wielkie tragedie alpejskie (2)

 

Prawo do przeżycia
czyli
tragedia na Freneyu - inaczej

 
 
 

I tak się właśnie kończy świat,
nie hukiem, ale skomleniem
(T.S.Eliot: The hollow men . Tłum. Cz. Miłosz )

Mont Blanc i filar FreneyLatem 1961 roku włoska strona Mont Blanc staje się teatrem jednej z największych tragedii alpejskich. Podczas odwrotu ze ściany, w szalejącej burzy śnieżnej umiera z wycieńczenia czterech alpinistów (Guillaume, Kohlman, Oggioni i Vieille ). Tylko trzem wspinaczom udaje się ujść z życiem. Należą do nich: Bonatti, Gallieni i Mazeaud. Bonatti i Gallieni docierają do schroniska o własnych siłach, gdzie ekipa ratowników oczekuje na polepszenie pogody. Mazeaud pozostał przy towarzyszach, zostaje on uratowany, in extremis, przez włosko-francuską ekipę przewodników, która decyduje się, by uratować honor, wyjść wreszcie na akcję.
Afera siódemki z Freneya odbija się głośnym echem w środkach masowego przekazu. Nieudolność ratowników, podobnie jak podczas akcji na Brenvie, przekształca się w sukces.
Tylko nieliczne źródła wspominają o innej rozgrywającej się w okolicy akcji ratunkowej. Jej inicjatorami są -wówczas jeszcze nieznani - John Harlin i Gareth Hemming.


* * *

John Harlin i Gary Hemming poznali się przypadkowo w Yosemitach w 1954 roku. Wspinając się wówczas oddzielnie na Lower Cathedral Rock usłyszeli wołania o pomoc na jednej z sąsiednich dróg: pomagają zjechać nieznanemu, rannemu wspinaczowi. Była to ich pierwsza spontaniczna akcja ratownicza.

AlpyW 1961 roku Hemming studiuje w Grenoble, Harlin od mieszka pewnego czasu w Bernkastel w Niemczech Zachodnich, gdzie jest zawodowym pilotem na bazie US Air Force.

Co weekend Gary przybywa stopem do Bernkastel, by wspinać się z Johnem. Ich wspinaczkowe eskapady, tak jak w latach poprzednich w Yosemitach, urozmaicone są karczemnymi awanturami i kłótniami. Lecz kto się czubi, ten się lubi.

Lato 1961 jest pierwszym sezonem alpejskim Hemminga, Harlin wspinał się już trochę w Alpach, głownie szwajcarskich. Hemming określi później ten okres szalonym rokiem.

Mapa otoczenia Mont BlancOd czerwca amerykańska dwójka podróżuje wielokrotnie miedzy Chamonix i Interlaken z nadzieją trafienia na dobra pogodę. Lecz méteo jest kapryśne: codzienne burze i opady śniegu. Harlinowi i Hemmingowi udaje się zrobić wyłącznie drogę Bonattiego na Grand Capucin. Na początku lipca rozbijają namiot w okolicy Courmayeur. Lecz po włoskiej stronie masywu Mont Blanc warunki nie są lepsze.

Na kempingu w Courmayeur Gary i John spotykają płaczącą dziewczynę, zaniepokojoną przedłużającą się nieobecnością chłopaka. Szwajcar Henri Briquet wybrał się z Niemcem Konradem Kirchem na jedną z dróg na Pointe Gugliermina (3893m). Dziewczyna Briqueta jest całkowicie spanikowana, gdyż godzina alarmowa została już przekroczona od kilku dobrych dni. Pomimo gęstej mgły Harlin i Hemming decydują się na spontaniczny rekonesans, przeklinając tych, którzy nie chcą się do nich dołączyć.

Filar FreneyHarlin i Hemming docierają do schroniska Gamba (obecnie Monzino), gdzie po kilku godzinach pojawiają się pierwsze posiłki. Amerykanie dowiadują się o rozgrywającej się na Freneyu tragedii.

Ratownicy nie interesują się jednak niemiecko-szwajcarskim zespołem z Pointe Gugliermina. Kilku przewodników wychodzi jednak w stronę Freneya. Jak się później okazuje, grupa ratunkowa pomyliła drogę i szukała alpinistów z Freneya pod inną ścianą.


Historia siódemki z Freneya rozpoczyna się kilka dni wcześniej.

Pierre KohlmannÓsmego lipca czwórka Francuzów dociera do schronu La Fourche. Ekipę stanowią: Pierre Kohlman, Pierre Mazeaud oraz dwóch młodych napaleńców: Antoine Vieille i Robert Guillaume. Ci ostatni wspinają się ostro, ostatniej zimy dokonali pierwszego zimowego przejścia filara Bonattiego na Petit Dru. Francuzi robią pamiątkowe zdjęcia, atmosfera jest pełna entuzjazmu.

9-tego lipca czteroosobowy zespół wychodzi w kierunku Col de Peuterey z zamiarem wyłojenia przed przewodnicką konkurencją ostatniego wielkiego problemu alpejskiego. Lecz izoterma zero jest za wysoko i alpiniści powracają do schronu. Wieczorem pojawia się trojka Włochów, oślepiając czołówkami układających się do snu Francuzów. Guillaume i Vieille natychmiast rozpoznają mistrza Bonattiego. Towarzysza mu Andrea Oggioni i Roberto Gallieni (klient) Po posiłku i kilku herbatach Bonatti proponuje wspólne zaatakowanie drogi. Następnego dnia siódemka wchodzi w ścianę.

Pierre MazeaudWe wtorek 11-ego lipca francusko-włoski zespół znajduje się w górnej części filara na wysokości 4570 metrów. Mazeaud prowadząc trudny wyciąg słyszy nagle charakterystyczne bzyczenie. Po kilku minutach dociera zjazdem do towarzyszy przygotowujących kibel.

Wybucha gwałtowna burza. Aparat słuchowy Kohlmana przyciąga piorun i alpinista zostaje porażony w ucho. Jest sparaliżowany i praktycznie głuchy, ale po zastrzyku Coraminy zaczyna powoli dochodzić do siebie. Wszyscy są doszczętnie przemoczeni. Pioruny walą także niżej, na półkę, gdzie biwakują Włosi. Na szczęście nikt nie zostaje porażony.

Burza trwa do północy, po czym przekształca się w gwałtowną śnieżycę.


BlaszakW tym samym czasie Henri Briquet i Konrad Kirch kończą ostatnie trudne wyciągi na Pointe Gugliermina. Pierwszy kibel łapią tuż przed szczytem. Nazajutrz osiągają szczyt. Podczas zjazdów granią klinują line. Podczas burzy śnieżnej zespół nie podejmuje dodatkowego ryzyka i decyduje się na ucięcie liny i kontynuację zjazdów na pozostałym krótkim kawałku. Późnym wieczorem Briquet i Kirch kierują się w stronę półek Schneidera szukając bezskutecznie schronu Craveri (zwanym także schronem des Dames Anglaises). Briquet jest wyczerpany. Kirch decyduje się oszczędzać zmęczonego kolegę i oświetlając sobie drogę czołówką udaje się na poszukiwanie schronu. Po kilkunastu minutach wiedziony instynktem Konrad znajduje aluminiowy bivouac. Alpiniści spędzają drugą noc, tym razem w blaszaku, w przeciwieństwie do ekipy z Filara - w miarę normalnych warunkach.

Innominata i folar Mont BlancNa filarze Freneya francusko-włoska ekipa spędziła pierwszą, ciężką noc. Krótkie poranne przejaśnienie dodaje otuchy alpinistom, Włosi wiożą się liną. Wszyscy wiedzą, iż do wyjścia z trudności pozostało tylko 80 metrów.

Bonatti spostrzega nagle nad szczytem Mont Blanc wielką chmurę. Alpiniści rozumieją, iż było to tylko krótkie złudzenie. Wszyscy wierzą jednak, ze pogoda się poprawi. Ta nadzieja stanie się fatalna dla czterech alpinistów.

W schronisku Gamba zaczyna być tłoczno. Rodziny i przyjaciele francuskiego zespołu biją na alarm. Napływają kolejne posiłki ratowników.

Zdezorientowani Harlin i Hemming nie rozumieją przewodnickiej znieczulicy. Zdziwieni są lekkim sprzętem ratowników i lekceważącym podejściem do sprawy. Nikt nie chce się ruszyć. Ratownicy oświadczają, iż muszą najpierw dobrze zjeść i pospać! Ponadto - jako szanujący się sabaudzcy szowiniści - dają do zrozumienia amerykańskim ochotnikom, że ich obecność podczas akcji jest niepożądana.

Ściana południowaGary i John wychodzą z Gamby w stronę Col de l'Innominata, będącą najlogiczniejszą, lecz niełatwą, drogą powrotną z Pointe Gugliermina. Jak się okaże nieco później, drogę tę wybrali także Bonatti z Galienim oraz przewodnicy ewakuujący Mazeaud.

Harlin i Hemming usiłują się przedostać przez zdradliwy labirynt seraków i szczelin lodowca Châtelet. Wreszcie z trudem, torując po pachy w śniegu, udaje im się osiągnąć przełęcz Innominata. Będąc na przełęczy słyszą dramatyczne nawoływania. Harlin i Hemming odpowiadają po angielsku, niemiecku i francusku. Bez odpowiedzi. Widząc beznadziejność sytuacji Amerykanie decydują się na odwrót.

Hemming,  Kirch, Harlin, BriquetNa wszelki wypadek pozostawiają na przełęczy poręczówkę i wracają do Gamby. W niecałą godzinę później do schroniska docierają również Briquet i Kirch. Podczas krótkiej rozmowy z Kirchem Harlin dowiaduje się, iż pozostawiona przez niego poręczówka znacznie ułatwiła powrót niemiecko-szwajcarskiego zespołu.

Briquet i Kirsch decydują się na samodzielne zejście do Courmayeur. Amerykański tandem usiłuje bezskutecznie przekonać przewodników na wspólne wyjście pod Freneya, gdyż torowanie we dwójkę wydaje im się niemożliwe. Po siarczystej wymianie zdań Harlin i Hemming zostają praktycznie wyrzuceni ze schroniska, po uiszczeniu - na żądanie przewodników - opłaty za wikt i opierunek.

Kirch i Briquet w schronisku GambaDopiero po kilku dniach Amerykanie dowiadują się, że ich poręczówka posłużyła także Bonattiemu i Gallieniemu oraz przewodnikom, którzy uratowali Mazeaud.


W tym samym czasie na Freneyu toczy się dramatyczna walka o życie.

14-tego lipca Bonatti i Mazeaud podejmują decyzję: tylko natychmiastowy wycof może ich uratować, gdyż wysokość, głód i odwodnienie organizmów stają się coraz bardziej odczuwalne.

Bonatti zna teren - prowadził już w tej okolicy kilka akcji ratunkowych. Po niekończących się zjazdach na zalodzonych linach dwa zespoły osiągają wreszcie podstawę filara. Czeka ich kolejny, czwarty kibel w szczelinie lodowej. Wszyscy wiedzą, iż musi to być ostatni biwak, inaczej...

Mazeaud obserwuje towarzyszy: wszyscy trzęsą się w przemoczonych do ostatniej nitki ubraniach. Vieille, żeby się trochę rozgrzać, powiększa czekanem lodowa grotę. Guillaume siedzi nieruchomo, zdruzgotany.

Mazeaud robi Kohlmanowi drugi zastrzyk Coraminy i umieszcza go na noc w namiocie Bonattiego - Francuzi dysponują tylko płachtą biwakową. Kohlman ma fioletowe palce. Bonatti podaje mu butelkę denaturatu, żeby sobie ogrzał ręce. Kohlman traci powoli kontakt ze światem rzeczywistym: wyrywa Bonattiemu butelkę i wypija kilka łyków skażonego alkoholu. Po czym zapada w głęboki sen.
Czy osiągnęliśmy już etap szaleństwa !? - spyta później Bonatti.

Alpiniści topią na juwlu śnieg na ostatnią herbatę. Ładunki butanu są od dawna puste. Wszyscy jedzą śnieg wiedząc dobrze, iż nie dostarczy on niezbędnej dla organizmu wody. Oprócz Kohlmana nikt nie śpi. Mazeaud i Vieille rozmawiają całą noc, wypalając ostatnia paczkę Celtiques bez filtra.

Powiedzi mi (Vieille) - nie będzie nas jutro w Chamonix. To głupio, bo nie dowiemy się, kto wygrał Tour de France. Poza tym nie będę mógł kochać się z żoną -wspomina Pierre Mazeaud.

15 lipca siedmioosobowa karawana kontynuuje zejście.
Pierwszy umiera Vieille. Przez chwilę normalnie rozmawia z Mazeaud, zaczyna bredzić, po czym obsuwa się w głęboki śnieg.
Bonatti ponownie przejmuje pałeczkę, wiedząc, że jeśli on sam się załamie, przygoda zmieni się w Requiem dla siedmiu alpinistów.
Versant Innominata Kontynuujemy zejście w stronę schroniska Gamba. Nie ma minuty do stracenia. Jeśli nie
chcecie skończyć tak jak Vieille!- rzuca ostre zdanie Walter Bonatti.
Pozostała przy życiu szóstka zbliża się do Skal Grübera, gdzie kończą się trudności drogi zejściowej. Gillaume, Kohlman, Mazeaud i Oggioni maja poważne odmrożenia. Jedynie Gallieni jest w stanie podążać za Bonattim. Solista z Dru i jego klient zakładają kolejne zjazdy.
Kohlman przejawia wszystkie symptomy odwodnienia: w przypływie szaleństwa rzuca się z czekanem na współtowarzyszy, którym z trudem udaje się go uspokoić. Muszą trzymać go na linie jak złego psa. Bonatti i Galieni udają się w stronę schroniska Gamba, by sprowadzić pomoc. Osiągają je o trzeciej nad ranem. Po drodze słyszą nawoływania z okolicy Col de l'Innominata. Lecz głosowy kontakt gubi się we mgle.

Bonatti zastaje w schronisku śpiących ratowników, którzy, by uratować honor, udają się na akcję.

Pierre Kohlman umiera w ramionach przewodników kilka minut po ostatnim ataku szaleństwa.

Wcześniej na lodowcu Freneya odchodzi Guillaume.

Oggioni zasypia na ramieniu Mazeaud opowiadając mu o Portofino.

Ocalał tylko Mazeaud. Ratownicy znajdują go w stanie komatycznym. O szóstej rano Pierre Mazeaud wkracza do schroniska, ze szlochem pada w ramiona Waltera Bonattiego. Do dzisiaj Pierre Mazeaud uważa, iż Bonatti uratował mu życie odłączając się od wycieńczonych towarzyszy.

Następnego dnia ocalała trójka zostaje zwieziona śmigłowcem do Courmayeur.


Epilog

Tragedia na Freneyu odbiła się szerokim echem w prasie i w telewizji. Podobnie jak po aferze Vincendon-Henry ratownicy otrzymali wszystkie należne hołdy. Obecność amerykańskiego zespołu w okolicy, obecność, która ułatwiła zejście Bonattiemu i Mazeaud, popadła w zapomnienie zgodnie z prawem do milczenia.

Alpinistyczne środowisko dowiaduje się po raz pierwszy o amerykańskim incydencie w biografii Hemminga. Fakty te przypomina także John Harlin III w książce poświęconej ojcu.

Trudno jest się pogodzić ze śmiercią towarzysza od liny, jeszcze trudniej, gdy śmierć ta nastąpiła podczas wspólnej wspinaczki. Jak zachować się po podobnym doświadczeniu, jak żyć i przeżyć?

Niektórzy kapitulują, inni kontynuują mówiąc o prawie fatalizmu, o przeznaczeniu czy wreszcie o przypadku. Niektórzy żyją z widmem śmierci, inni usiłują żyć opracowując rożne teorie pocieszenia.

Wścibskie języki wytknęły Bonattiemu jego uczestnictwo w drugiej już aferze kończącej się tragicznie dla innych alpinistów. Walter Bonatti z goryczą odebrał te niesprawiedliwe insynuacje. Późniejsze teksty najlepiej chyba odzwierciedlają jego stan duszy po tragedii.

Walter Bonatti jest wyznawca prawa najsilniejszego. Choć bez wątpienia to prawo do przeżycia jest ogromnie trudne do zaakceptowania, lecz jakże niezbędne do dalszej egzystencji. Bonatti jest posłuszny także innemu prawu: obowiązkowi ochrony życia klienta.

Pierre Mazeaud ma inna postawę. Jest on z dziada pradziada człowiekiem prawa. Przed tragedia był już wykładowcą na faculté de droit, obecnie jest członkiem senatu i rady konstytucyjnej. Jego teoria jest zainspirowana starym francuskim prawem spadkowym, opracowanym podczas średniowiecznych, dziesiątkującej całe rody, epidemii dżumy.

Prawo do przeżycia według Mazeaud jest proste: spadkobiercą jest najstarszy z tych, którzy przeżyli. Mazeaud był najstarszym z ekipy na Freneyu. Każdy z czterech zmarłych podczas odwrotu alpinistów odszedł w kolejności: od najmłodszego do najstarszego.1 W jednym z wywiadów Mazeaud powie: tylko najstarsi mogą przeżyć.2 Pierre Mazeaud przeżył i stał się spadkobiercą: jako pierwszy Francuz stanął na Evereście.

Pierre Mazeaud powrócił z daleka. Wspomina ten moment w jednym z wywiadów dla Le Monde:

Kiedy mój ojciec pojawił się po drugiej stronie tunelu Mont Blanc, jeden z celników, widząc nazwisko na paszporcie, oznajmił mu moją śmierć. Wydobyto mnie ze śmigłowca i w momencie, kiedy niesiono mnie przed ojcem, otworzyłem na chwilę oczy; chcąc go ucałować, usiadłem na tym wyśmienitym łożu. Bylem przecież wówczas na pół nieprzytomny!

Harlin i Hemming znaleźli się przypadkowo w okolicy Freneya, gdyż ich pierwotnym celem była akcja po Briqueta i Kircha. Amerykańscy alpiniści pozostawiają na Col de l'Innominata poręczówkę.

Uratowała ona prawdopodobnie życie dwom przyszłym partnerom Harlina, który później wspinał się wielokrotnie z Konradem Kirchem oraz z Pierre Mazeaud. 3

Przypadek czy przeznaczenie?

Dla wielu alpinistów to właśnie lina jest symbolem łączącym wspinających się razem ludzi. W przypadku Harlina było odwrotnie: pozostawiona poręczówka, mówiąc językiem wizjonerów, wyprzedziła rzeczywistość. W historii Harlina jest jakaś ironia losu: na początku swojej alpejskiej kariery pozostawia poręczówkę przyszłym partnerom. Ostatnią drogą Harlina była direttissima Eigeru. Na tej ścianie odpada on na skutek pęknięcia poręczówki.

W połowie lat sześćdziesiątych na Col de l'Innominata zainstalowano łańcuch i kilka nitów do zjazdu. Na przełęczy widnieje tablica pamiątkowa: 16 lipca 1961 roku podczas odwrotu z Filaru Freney zginęli tutaj Rober Guillaume, Pierre Kohlman, Andrea Oggioni i Antoine Vieille.

Piotr Paćkowski

Źródła:

Le Monde, (Charlie Buffet)
M.Tenderini: Beatnik des Alpes
J. Harlin III:Eiger obsession

Zdjęcia udostępnione po przyjacielsku przez Thierry Garnier- www.alpesexploration.com

 

GALERIA

122-26 lat. Bonatti i Oggioni 31 lat, Mazeaud 32.

2Teoria ta nie sprawdziła się podczas polskiej tragedii na Everescie (Chrobak i tow.)

3Kirch: m.i.: droga klasyczna na Eigerze, udział w próbie na Fou. Mazeaud: próby na Dru, nowa droga na Blaitiere