WIELKIE TRAGEDIE ALPEJSKIE

Rozbitkowie z Brenvy

 
 
 

Nie idzie się w góry bez pieniędzy...
(ukryta dewiza niektorych przewodników z Chamonix)
(P.P.)

Góry nie są niebezpieczne, choć można w nich stracić życie.
W mieście człowiek staje się zły i głupieje...
(Voltaire )

 

"Szanowny Panie Marszałku! Koleżanki i Koledzy!

Klimek BachledaDokładnie przed 100 laty, 6 sierpnia 1910 r., niosąc pomoc rannemu taternikowi w północnych zerwach Małego Jaworowego Szczytu, w nawałnicy, wśród bijących piorunów zginął Klemens "Klimek" Bachleda. Ze ściany strąciła go kamienna lawina. Wiadomość o jego śmierci przyjmowano z niedowierzaniem.

Wspomnienia pośmiertne, pożegnalne artykuły i nekrologi ukazały się w prasie wszystkich trzech dzielnic zaborczych. Klimek Bachleda zginął, mając 61 lat, w apogeum dobrej sławy, jaką się cieszył. Dla wielu był autorytetem, uznaną wielkością, niekwestionowanym królem tatrzańskich przewodników.

Klimek BachledaKlimek urodził się w 1849 r. w Bachledówce koło Kościeliska. Był dzieckiem podhalańskiej biedy. Przyszło mu służyć u gazdów i na halach. W życiu był robotnikiem rolnym, cieślą, a nawet grabarzem czasu zarazy. Trochę kłusował - do czasu, bo pochłonęły go Tatry. Przemierzał je jako pomocnik tuzów ówczesnego przewodnictwa, takich jak: Maciej Sieczka, Szymon Tatar starszy czy obaj Walowie. Chodził też po Tatrach sam. Uczył się szybko. W 1886 r. uzyskał stopień przewodnika pierwszej klasy. Tatry znał świetnie. Poznał w nich każdy kąt, prowadząc w góry Karola Potkańskiego, Kazimierza Tetmajera, Stanisława Eljasza-Radzikowskiego, Mieczysława Karłowicza i wielu innych. Przeszedł ponad 20 nowych - dróg latem i zimą. Jako pierwszy zdobył Staroleśny Szczyt, Ganek, Rumanowy, Kozie Czuby. Znakomity człowiek gór, najwybitniejszy góralski znawca Klimek BachledaTatr - napisze o nim po latach Jan Alfred Szczepański.

Klemens Bachleda chodził w Tatry przez ponad 30 lat. Dla ratowników górskich jest mitem, wciąż żywym symbolem poświęcenia do granic życia i wierności składanej przez ratowników przysięgi. Mariusz Zaruski, znając jego niepoślednie zalety charakteru i umysłu, proponował mu objęcie kierownictwa powstałego w 1909 r. Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego. Klimek na to nie przystał - był skromnym człowiekiem - ale służył Zaruskiemu pomocą i radą jako jego zastępca. Swym autorytetem konsolidował drużynę pierwszych ratowników tatrzańskich. Stawiał się na każde wezwanie naczelnika.

 

Otrzymał za to nagrodę - jego towarzysze i przyjaciele znieśli go na swoich barkach w doliny, na piersi położyli mu gałązkę kosodrzewiny. Na grobie wyryto napis: Poświęcił się i zginął.

Tak, koleżanki i koledzy, przed stu laty zginął Klemens Bachleda. Nie odszedł całkiem. Dziękuję bardzo."

 

Oświadczenie posła Konstantego Miodowicza w trakcie 72. posiedzenia Sejmu 6 sierpnia 2010r.

 

 

 

* * *

Afera Henry -Vincendon była jedną z pierwszych powojennych wielkich tragedii alpejskich.

Tragedii na Grand Plateau du Mont Blanc można było uniknąć, lecz na skutek nieudolności służb ratowniczych, w tym Compagnie des Guides de Chamonix, dwóch młodych alpinistów zostało skazanych na powolną śmierć z zimna i wycieńczenia podczas polarnej zimnicy.

Lionel Terray - najsłynniejszy z owoczesnych przewodników organizuje z pomocą genewskich alpinistów konkurencyjną akcję ratowniczą.

Po zwiezieniu ciał Henry'ego i Vincendona do Chamonix Lionel Terray staje się pierwszym kozłem ofiarnym Compagnie des Guides.


HISTORIA


F.HenryChamonix, 22 grudzień 1956.
Jean Vincendon (Paryżanin - aspirant guide, 24 lata) François Henry (Brukselczyk, obiecujący wspinacz, 22 lata) wybierają się na zimowe przejście ostroga Brenvy, z zamiarem spędzenia świąt Bożego Narodzenia w schronisku Vallota.

Belgijsko-francuski zespół wjeżdża kolejka na Aiguille du Midi, skąd poprzez Vallée Blanche dociera na pierwszą noc do schroniska Torino.

Następnego dnia alpiniści docierają do schronu La Fourche. Pomimo dobrej pogody Vincendon i Henry wahają się, czy zaatakować wschodnia ścianę Mont Blanc. J.VincendonByć może nie czują się na siłach oglądając z bliska ogromną ścianę najeżoną serakami. Jean Vincendon i François Henry nie posiadają żadnego zimowego doświadczenia. W ówczesnych czasach alpinizm zimowy nie był w modzie, młodzi wspinacze zdają sobie doskonale sprawę, iż w razie czego mogą liczyć wyłącznie na własne siły.

24 grudnia warunki meteorologiczne nie są najlepsze, Henry i Vincendon postanawiają wrócić do Chamonix. Odwrót jak i wycof jest demoralizującą sprawa dla każdego wspinacza. Ponadto alpiniści wiedza, iż kilka dni temu Brenvę przeszedł ich przyjaciel, Claude Dufourmantelle.1

Schodząc Białą Dolina spotykają na lodowcu Waltera Bonattiego, który z klientem, Silvano Gheserem, wybiera się na rekonesans w okolicy Gruszki (La Poire).Walter Bonatti


Spotkanie ze słynnym włoskim solistą dodaje odwagi młodym alpinistom. Jean i François decydują się na powrót do schronu La Fourche, gdzie wspólnie z Włochami spędzają Wigilie.

25 grudnia przed świtem dwa zespoły rozstaja się na Col Moore. Bonatti z klientem kierują się w stronę La Poire, Vincendon i Henry atakują Brenvę.

Podczas pierwszego dnia wspinaczki Bonatti stwierdza, że na ścianie jest za dużo śniegu i postanawia trawersem osiągnąć ostrogę Brenvy.

Bonatti jest pewien, że belgijsko-francuski zespół znajduje się już w górnej części ściany, gdyż Brenva jest najłatwiejszą drogą w okolicy. Jednakże Vincendon i Henry są poniżej Bonattiego, wspinają się wolno, z pewnością ze względu na brak aklimatyzacji i za ciężkie plecaki.

Bonatti toruje drogę w kierunku Plateau.

Czwórka alpinistów biwakuje w górnej części ściany. Pogoda jak dotychczas jest dobra, lecz temperatura spada do -25°C.

Podczas pierwszej nocy Vincendon i Henry zaczynają odczuwać pierwsze symptomy odmrożeń. Podobnie klient Bonattiego. Jedynie Big Walter jest w pełnej formie.

Nazajutrz o świcie Wielki Walter podejmuje decyzje: natychmiastowe zejście w stronę Grands Mulets. Jednakże ze względu na duże ryzyko lawinowe Bonatti zmienia plan, plan, który stanie się fatalny dla dwójki młodych amatorów Brenvy - wejście na szczyt Mont Blanc i ucieczka do pobliskiego schronu Vallota. Decyzja Bonattiego jest podyktowana troską o stan Ghesera i dwóch spotkanych przypadkowo alpinistów.

Powrót Bonatiego i Ghesera26 grudnia Bonatti i Gheser torują drogę w stronę szczytu. Po drodze Bonatti wpada do szczeliny. Gheser nie jest w stanie pomoc przewodnikowi, lecz Bonattiemu udaje się wyjść o własnych siłach z lodowej pułapki. W nocy włoski zespół dociera wreszcie do Vallota.

W aluminiowym schronie temperatura wynosi -15°C, na zewnątrz -30°C. Po krótkich oględzinach Ghesera Bonatti stwierdza, iż jedyną szansą dla niefortunnego klienta jest jak najszybsza ucieczka w stronę cywilizacji. Bonatti wzywa przez awaryjne radio pomocy.

Żeby przyśpieszyć spotkanie z ratownikami alpiniści opuszczają Vallota schodząc ponad 1000 metrów włoską "drogą normalną" - granią des Aiguilles Grises.

Walter Bonatti z ojcemWłoska ekipa ewakuuje dwóch alpinistów do Courmayeur. Gheser ma poważne odmrożenia.. Świąteczna eskapada skończy się dla niego amputacja wszystkich palców u nóg.

Bonatti wypowiada się we włoskiej i francuskiej prasie na temat tragedii; tytuł jednego z artykułów mówi sam za siebie: Czuję się jak wskrzeszony!


Vincendon i Henry usiłują podążać śladami Bonattiego lecz fizycznie nie są w stanie na jakikolwiek dodatkowy wysiłek, schodzą wiec w kierunku Grand Plateau.

Przy dobrej pogodzie itineraire przez Plateau w stronę schroniska Grands Mulets jest najszybszą drogą zejściową do Chamonix. Lecz podczas śnieżnej burzy Grand Plateau staje się wielką lodową pustynią. Vincendon i Henry próbują znaleźć ślady Dufourmantella sprzed kilku dni, lecz po kilku godzinach błądzenia w labiryncie seraków i szczelin lodowych decydują się na kibel pod gołym niebem. 2

27 grudnia nie mając wieści od przyjaciół Claude Dufourmantelle usiłuje zorganizować akcję ratowniczą.

W latach pięćdziesiątych ratownictwo górskie jest we Francji w powijakach, a zimą - ze względu na brak aktywności alpinistycznej - sprawą praktycznie nieistniejącą. W akcjach uczestniczą ochotniczo przewodnicy, żołnierze z EHM 3 i żandarmeria.

Panująca w Chamonix atmosfera nie sprzyja zorganizowaniu jakiejkolwiek akcji ratowniczej.

Claude Dufourmontel zdaje sobie sprawę, że trudno będzie przekonać przewodników z Compagnie4, dla których głównym zajęciem zimowym jest lukratywne instruktorstwo narciarskie.

Poza tym większość przewodników jest zdania, iż nie będą narażać swojego życia dla nieodpowiedzialnych alpinistów - burżujów, z których jeden nie jest Francuzem. Pośrednio dotyczy to także i Vincendona, gdyż nawet Paryżanin jest, lub prawie jest, dla tubylców z Chamonix obcokrajowcem, lub prawie.

Innym motywem odmowy jest ubiegłoroczna śmierć jednego z przewodników podczas banalnej akcji ratunkowej. Według kierownictwa Compagnie żądna, nawet najbardziej heroiczna akcja ratunkowa nie zastąpi ojca ani męża.

Podobna jest pozycja żołnierzy z EHM popieranych przez hierarchię.


28 grudnia:
kolejna noc spędzona przez Vincendona i Henry'ego pod gołym niebem.

Ojciec Henry-egoChamonix staje się, podobnie jak Kleine Scheidegg, pierwszą lożą w teatrze śmierci. Dwóch młodych alpinistów można oglądać na żywo przez lornetki i teleskopy.

Dufourmantelle powiadamia rodziny nieszczęśników. Ojciec Henry'ego zostaje przyjęty przez ministra Spraw Zagranicznych. via Préfecture i napływających z całej Francji reporterów na kierownictwie Compagnie i EHM zostaje wywierana coraz większa presja. Cala Francja śledzi przebieg wydarzeń na antenie RTL. i Europe1

Po południu Lionel Terray - człowiek Fitz Roya i Annapurny - przybywa do Chamonix. Jego pierwsze kroki skierowane są do siedziby ówczesnej EHM

Terray i Le GallKoordynacja akcji ratowniczej zajmuje się commandant Le Gall. Terray przedstawia mu swój plan: najszybszym sposobem dotarcia do Vincendona i Henry'ego jest podejście przez schronisko des Grands Mulets. Lionel Terray nie jest sam - towarzysza mu Dufourmantelle, dwóch przyjaciół Vincendona i Henry'ego oraz kilku młodych alpinistów z Genewy.5

Le Gall nie chce słyszeć o jakiejkolwiek niezależnej akcji ratowniczej. W EHM temperatura wzrasta, padają pierwsze obelgi i niecenzuralne epitety.


Ekipa genewczykówWieści o włoskiej akcji docierają szybko do Chamonix. Włosi dokonują tego, czego przewodnicy z Chamonix nie mieli odwagi nawet rozpocząć.

Nad Dolina Chamonix Wielka Hańba rozpościera czarne skrzydła.


* * *

28 grudnia EHM decyduje się wreszcie na rozpoczęcie akcji ratowniczej. Z Bourget du Lac przylatują na aerodrom w Le Fayet dwa helikoptery Sikorski: S556 ( H-19 ) i S587 ( H-34, Mammouth).

Pierwszy lot patrolowy (S-55) nie lokalizuje zagubionych ofiar. Namiary docierają ze stacji kolejki Brezent, gdzie jeden z obserwatorów zauważył sylwetki Vincendona i Henry'ego pod serakami w okolicy Combe Maudite.

 

H-1929 grudnia na rozkaz pułkownika Nolleta oba helikoptery Sikorski przelatują nad rozbitkami zrzucając żywność i sprzęt biwakowy. Vincendon i Henry znajdowali się wówczas pod serakiem, który w każdej chwili może runąć. Ratownicy zrzucają rozbitkom pisemne informacje, polecając im podejść co najmniej 100m w górę, gdzie może wylądować helikopter.

30 grudnia warunki meteorologiczne uniemożliwiają jakakolwiek akcje desantowa. Piloci przygotowują następny plan: na lodowcu może wylądować tylko H-34, silniejszy od podstawowej wersji Sikorskiego.

Commandant Le Gall daje wreszcie Terray-owi "zielone światło" na akcje od strony Grands Mulets. Kilkunastoosobowa karawana usiłuje podejść dwa razy w stronę Vincendona i Henry'ego lecz na skutek duzych opadow sniegu zmuszona jest do powrotu.

Germain i Bonnet31 grudnia zaplanowana akcja powietrzna rozpoczyna się o 12.30.Maszynę pilotuje adjutant Blanc, towarzyszy mu commandant Santini. Na pokładzie Mammoutha znajduje się także dwóch wojskowych przewodników, byłych uczniów EMHM zarekwirowanych przez kierującego akcja "naziemną" komendanta Le Galla: Honoré Bonnet i Charles Germain.

Podchodząc do lądowania w okolicy Combe Maudite, gdzie podeszli obaj alpiniści, piloci zostają oślepieni świeżym pudrowym śniegiem i H-34 rozbija się kilka metrów od rozbitków z Brenvy.

Na szczęście nie ma ofiar, tym razem jednak rozbitków jest sześciu.

Według Bonneta Vincendon i Henry są oślepieni, zgubili okulary, maja także poważne odmrożenia. Zgodnie z rozkazami otrzymanymi z Chamonix priorytetem dla przewodników jest ocalenie załogi helikoptera.

Bonnet i Germain umieszczają Vincendona i Henry'ego we wraku Sikorskiego, obiecując im jak najszybszy powrót.. Następnie usiłują ewakuować Blanc i Santiniego, nie wyposażonych w sprzęt górski, do schronu Vallota.

Vincedon, Henry, Santini, GermainPodczas podejścia Blanc wpada do szczeliny lodowej; wydostanie pechowca wymaga kilku godzin wysiłku podczas alpejskiej zawieruchy. Wyczerpana czwórka gubi się po drodze do Vallota i decyduje się na spędzenie nocy we wraku helikoptera.

 

 


Po wypadku1 stycznia 1957 desant (H-19) w pobliżu Dôme du Gouter. Sikorski wyrzuca czterech kolejnych przewodników (Chappaz, Minster, Roman i Novel), których zadaniem jest pomoc w ewakuacji pilotów i towarzyszącym im przewodników do Vallota.

Chappaz przed odejściem w stronę Vallota daje rozbitkom kolejną, niedotrzymaną jak pierwsza, obietnicę: wrócimy po was jak najszybciej.

Alouette II2 stycznia 1957. Hotel Majestic8 staje się międzynarodowym biurem prasowym, a także polowym sztabem francuskich sil lotniczych. Najlepsi pilots d'essais 9 są w drodze do francuskiej stolicy narciarstwa i alpinizmu. Dwie Alouettes II przybywają z Valence na DZ w Les Bois.

 

Aloutte przy Vallocie3 stycznia o 9.10 Alouetki siadają w pobliżu Vallota; załoga H-34 i przewodnicy zostają zwiezieni do Chamonix.

O 10.50 kolejne loty patrolowe nad wrakiem Mammoutha. Znajdujący się na pokładzie Santini nie chce podejmować kolejnego ryzyka i stwierdza, iż nie widzi żadnych śladów świadczących o

przeżyciu Vincendona i Henry'ego. Alouette II przelatuje tylko nad wrakiem Sikorskiego.

O 11.30 akcja ratunkowa zostaje oficjalnie zakończona.

wydobycie zwłok z H-3419-20 marca: ciała zmarłych alpinistów zostają zwiezione do Chamonix.


 

 

 

 

ODPOWIEDZIALNI CZY WINNI?


Akcja na Grand Plateau udowodniła nieudolność górskich. służb ratowniczych. Opinia publiczna zastanawia się: jak podobna tragedia mogła wydarzyć się w kraju, który zalicza się do jednej z pierwszych potęg światowych? Dlaczego ratownicy nie podjęli decyzji o wciągnięciu rozbitków przy pomocy wyciągarki na pokład śmigłowca?

Zimą 1956 roku praktycznie wszystkie lekkie śmigłowce de l'Armée de 'Air, w tym Alouettes II, zaangażowane były w Algierii wspierając z powietrza pierwsze naziemne akcje francuskie skierowane przeciwko partyzantce niepodległościowej.

Rząd francuski na skutek prasowej i dyplomatycznej presji decyduje się na uratowanie twarzy. W Chamonix pojawiają się, oczekiwane przez tłumy, niedawno sprawdzone podczas wojny w Korei, śmigłowce Sikorski. Nikt jednak nie wiedział, jak zachowają się te ciężkie maszyny w Alpach, na wysokości ponad 4000 metrów.



Echa prasowe


Zgodnie z zasadą: najlepsza obrona jest atak, już w trakcie trwania tej żałosnej "akcji ratowniczej"

w prasie francuskiej pojawiają się pierwsze tendencyjne artykuły rzucające cień na poczynania Vincendona i Henry'ego. Ich zadaniem było poinformowanie opinii publicznej o heroicznym aspekcie działań.

Już pierwszy nagłówek w L'Humanité Dimanche 10 nie wróży niczego dobrego.

"30 ludzkich istnień dla jednego..." lub "Tak wiele osób zaangażowanych w akcję"

"Czy można narażać życie kilkunastu ratowników dla dwóch nieodpowiedzialnych alpinistów?!" - to tytuł jednego z artykułów z Humanité, pióra Floréala Dablanca.

 

Oto kilka fragmentów tego tekstu, naszpikowanego kłamstwami, nieścisłościami i arbitralnymi ocenami, tekstu napisanego pod dyktando władz i Compagnie des guides de Chamonix.


W dzisiejszych czasach naśladowcy Balmata liczą wyłącznie na pomoc ratowników. Przed wyjściem w góry Vincendon i Henry oznajmili przyjaciołom: "potrzebujemy tylko 4 dni, żeby przetrawersować masyw Mont Blanc na nartach. Nie wzywajcie pomocy przed 26 grudnia wieczorem."

Rozpoczęli górską eskapadę wiedząc dobrze, iż na wypadek porażki mogą być ocaleni dzięki ludziom, śmigłowcom i krótkofalówkom...

Niezapomniane akcje ratunkowe.(...) Akcje te kosztowały kolosalne sumy, konieczna była mobilizacja kilkudziesięciu ratowników. Nie ma w tym artykule miejsca na pisanie o licznych, tak pamiętnych akcjach ratowniczych, w których uczestniczyli członkowie EMHM i przewodnicy z Compagnie.

Pomówmy teraz o jednej z najbardziej spektakularnej akcji ratowniczej ostatnich czasów - wyprawie po Vincendona i Henry'ego. Początkowo chodziło tutaj o ocalenie dwóch młodych alpinistów, lecz szybko akcja ta przekształciła się w "sauvetage" ratowników. Nigdy wcześniej nie widziano tylu osób zaangażowanych w akcje ratowniczą.(...) W sobotę 29 grudnia najlepszy śmigłowiec świata, prowadzony przez doskonałego pilota Santiniego, rozbił się na stokach Mont Blanc,.11

Lionel Terray(.) Żeby ocalić Vincendona i Henry'ego wielu przewodników z Compagnie zaoferowało swą pomoc.12

(.) W sobotę armia przejmuje kierownictwo akcji ratowniczej. To w tym momencie Lionel Terray usiłuje odebrać zwycięstwo wojsku. Lecz Terray organizuje swą ekipę " na jednym kolanie". Dlatego też jego akcja zakończyła się porażką.

ry nie mogą być w żadnym wypadku terenem treningowym dla amatorów samobójstwa. To bez wątpienia jedyna wielka lekcja dla dramatycznej i miernej ekipy Vincendon - Henry.

Jak pisał Yves Ballu13 w internetowej dyskusji na temat tej tragedii - artykuł z Humanité jest trudny do strawienia, szczególnie . Mam nadzieje, że ten artykuł nie wpadł w ręce matki Vincendona, dla której od czterdziestu lat święta Bożego Narodzenia są istna drogą krzyżową.


Komunikat Compagnie des guides de Chamonix


Przypominamy nasz komunikat opublikowany w lipcu 1956 roku, będący ostrzeżeniem dla tych wszystkich, którzy planując wspinaczkę bagatelizują warunki panujące w górach, lecz także dla tych, którzy przez dumę lub pragnienie wyczynu przeceniają swe siły, podejmując wspinaczkę przekraczającą ich możliwości. Jedni i drudzy bagatelizują ryzyko, na jakie narażają ratowników. Uważamy, że Vincendon i Henry znaleźli się w tej sytuacji (.)

Jeśli ryzyko podczas akcji jest oceniane jako wysokie, ratownicy maja prawo wstrzymać każdą akcję. Pod żadnym pozorem nie można ryzykować życia kilkunastu ratowników i kosztem ich życia doprowadzać do powstania licznych sierot, które staną się niewinnymi i szybko zapomnianymi ofiarami. (.)

Uważamy za niestosowne zarzuty alpinisty tej klasy, jakim jest Lionel Terray, stawiane towarzyszom, z których większość posiada większe niż on doświadczenie w ratownictwie górskim.

Oceniamy jako nielojalne słowa Lionela Terraya wypowiedziane przed mikrofonem Europe 1, w których bagatelizuje on wyczyn ratowników-przewodników - doprowadzenie do schronu Vallot pilotów śmigłowca. Akcja ta została wykonana w ciężkich warunkach i przy użyciu nadludzkich wysiłków. Ratownikom nie można więc odmówić najwyższego uznania.14

Co zaś do stwierdzenia, iż ratownicy mogli ocalić Vincendona i Henry'ego, jeśli by mieli na to tylko ochotę: dowodzi ono całkowitej nieświadomości i pomyłki w ocenie sytuacji. Zadanie to było niemożliwe do wykonania przez sześć osób.(...)

Insynuacje Lionela Terraya mówiące o zlej woli ratowników kwalifikujemy za kryminalne w stosunku do ludzi, z których niektórzy są jeszcze w tej chwili w stanie zagrożenia. Lionel Terray nigdy nie kontaktował się z Compagnie. Myślimy, ze Lionel Terray zrozumie, iż akcja ratownicza nie jest przedsięwzięciem reklamowym.

Uważamy, ze Lionel Terray powinien odwołać publicznie swe błędne deklaracje skierowane do towarzyszy-przewodników. W przeciwnym wypadku stwierdzimy, iż popełnił on ciężki błąd szkalując społeczność przewodnicką, co wiązać się będzie z natychmiastowym wykluczeniem go z Compagnie des guides de Chamonix.

2 stycznia 1957 Comité de la Compagnie des Guides


KOMENTARZ

Afera Vincendon - Henry jest pierwszym powojennym skandalem, który rzuca wieloletni - a może wieczny - cień na środowisko górskich przewodników Made in Chamonix. Tylko nieliczne osoby nie połknęły haczyka pospolitej i płaskiej, typowo chamoniardzkiej znieczulicy.

Jak ocenić postawę < honorable > Compagnie des Guides de Chamonix? Co powiedziałby na ten temat Klimek Bachleda i Wawrzyniec Żuławski?

Dla przewodników, którzy do dzisiaj praktycznie nie wspinają się zima, latem robiąc prawie wyłącznie standardowe, prawie turystyczne łatwe drogi, i wyjście na akcję ratowniczą równało się (i równa się dzisiaj) utracie cennych dochodów, gdyż każdy z przewodników jest praktycznie instruktorem narciarstwa. 15


Lionel TerrayW 1956 roku spontaniczną akcje organizuje Lionel Terray i dwaj inni przewodnicy - których nazwisk nie udało mi się do dzisiaj odnaleźć. Nic dziwnego: w Compagnie, jak w mafii najważniejsze jest prawo do milczenia.

Postawa przewodników z 1956 roku nie jest sprawą odosobnioną. Podobnie było podczas akcji na filarze Freneya w 1961 roku, podobnie było podczas akcji po Niemców na zachodniej Petit Dru.

Czy fakt ten jest typowym zjawiskiem występującym wyłącznie we Francji? W Szwajcarii, na przykład, zanotowano liczne akcje ratunkowe (afera Cortiego i inne), podczas których przewodnicy i alpiniści stali się jedna, solidarną ekipą ratunkową.16

Mentalność Compagnie nie zmieniła się do dzisiaj. Jest ona kierowana przez mizernych wspinaczy. Przykładem jest Xavier Chappaz, potomek przewodnika-ratownika, który pozostawił Henry'ego i Vincendona na Grand Plateau.

Osoby, które nie solidaryzują się z Compagnie, zostają wykluczone, jak Terray i Desmaison.

Lionel Terray został wyrzucony z Compagnie po zakończeniu akcji. Oficjalnym motywem były obelgi i poszukiwanie osobistej reklamy.

Wizytówka EMHM nie wygląda lepiej. Oprócz nielicznych dobrych alpinistów, którzy przewinęli się przez tę wojskową szkółkę, EMHM ma opinie fabryczki miernych instruktorów, którzy "drogą wojskowa" osiągnęli dyplom przewodnika.

W dzisiejszych czasach ratownictwem górskim zajmuje się PGHM słynący ze spektakularnych akcji przy użyciu helikoptera. Przemilcza się jednak niektóre ofiary śmiertelne, które mogły być uratowane, gdyby ekipa PGHM zechciała wyjść nocą "na piechotę".

Faktem jest, że afera Vincendon-Henry udowodniła bezsilność skostniałych instytucji i - żeby nie powiedzieć - starczy uwiąd Compagnie, ENSY i EHM

Jedynymi pozytywnymi wynikami afery Vincedon-Henry są rządowa decyzja o reorganizacji górskiego ratownictwa we Francji i promocja Alouette II ( ponad 500 egzemplarzy sprzedanych w 1957 roku)




EPILOG

Tablica pamiątkowaZimą 2007, czterdzieści lat po tragedii, merostwo Chamonix i Compagnie inaugurują pamiątkową tablicę

na miejscowym cmentarzu. Została ona odsłonięta przez owoczesnego mera - Michela Charleta.

ean Vincendon -François Henry

Po zrobieniu drogi ostrogą Brenvy 26 grudnia 1956 znaleźli się w pułapce na Grand Plateau. Ratownikom nie udało się ich uratować. Z wyrazami współczucia dla ich cierpienie, z wyrazami podziwu dla ich odwagi.

Gmina Chamonix Mont Blanc, 3 stycznia 2007



POST SCRIPTUM

Pogrzeb w ChamonixW marcu 1957 roku zwłoki tragicznie zmarłych alpinistów zostają zwiezione do Chamonix. Według uczestników tej smutnej ekspedycji Vincendon znajdował się we wraku Sikorskiego tam gdzie pozostawili go "ratownicy". Ciało Henry'ego znajdowało się w pobliżu otwartego dolnego włazu helikoptera. François Henry chciał się wydostać na zewnątrz słysząc zbliżającą się Alouetke?


Wyobraźmy sobie, ze Vincendon i Henry - jak chciała ówczesna prasa oraz przewodnicka hierarchia - są winni. Winnych należy wiec ukarać. Jaka karę można przewidzieć w tym wypadku?

Protagoniści Vincendona i Henry'ego mają czyste sumienie? Bowiem Vincendon i Henry zostali skazani.

Na śmierć? Z pewnością nie! Na powolna agonie, której następstwem może być tylko śmierć!

 

Piotr Paćkowski
Honfleur, 21 sierpnia 2010

 

GALERIA ZDJĘĆ

 

1Przyjaciel, poźniej przewodnik górski

2Dufourmantelle pozostawil slady na zejsciu, niewidoczne po opadach sniegu. Casenave byl jego partnerem na Brenvie

3Dzisiaj EMHM

4Compagnie des guides de Chamonix

5Miedzy innymi Hubert Josserand, pozniejszy profesor ENSY

6Piloci: Pététin i Dupret

7Piloci: Blanc i Santini

8Slynny Palace, w latach 70-tych przeksztalcony na ekskluzywna rezydencje

9Boulet, Henry i Petit. Boulet byl owczsnym posiadaczem rekordu swiata wysokosci na smiglowcu (8 250 m)

10Komunistyczny dziennik

11Lepszym smiglowcem okazala sie Alouette II. Santini nie pilotowal wowczas.

12Tylko dwie osoby - przyjaciele nieszczesnej dwojki

13Pisarz autor ksiazki o tragedii Vincendona i Henry'ego

14Dojscie do Vallota zajelo im 15 godzin

15Wyjatkami w Compagnie jest kilku przewodnikow: Profit, Ghersen, Renault i inni

16Terraj miedzy innymi, patrz moj artykul o Eigerze